To, że znaleźliśmy się na Lanzarote jest czymś nie do opisania. Zaskoczyło nas bardzo, choć jakby nie patrzeć, czekaliśmy na ten wyjazd ponad pół roku. A było to tak.

Mniej więcej we wrześniu zaplanowaliśmy wypad majowy na Wyspy Kanaryjskie. Lanzarote, Gran Canaria, Teneryfa, La Palma. Tak na chwilę, lub na dłużej, nie precyzowaliśmy. Chcieliśmy powtórzyć nasz zeszłoroczny wypad na Hel. Odpocząć, ale też popracować – fotografując sesje plenerowe. W styczniu Łukasz w ramach prezentu urodzinowego,był na Teneryfie. Zwiedzał i nasiąkał. Tymczasem im bliżej maja tym okazywało się mocniej i mocniej, że wiosenny termin rodzinnego wyjazdu jest zupełnie nie realny, a my mamy przed sobą sporo pracy od marca do sierpnia. Pogodzeni z rzeczywistością zapomnieliśmy o Kanarach. Minął marzec, kwiecień, zaczął się maj, na rozpoczęcie zleceń nadal czekamy. Pogoda za oknem też daleka od tej kanaryjskiej, tyle dobrego, że przenieśliśmy się na jakiś czas do domku, prawie na wsi. Do dziadków. Nie oszaleliśmy więc z braku ruchu i suchego powietrza w mieszkaniu.

W tej części historii zaczyna się przygoda. W poniedziałek o 13 obieram mail z informacją o absolutnie tanich biletach na Lanzarote. Podejmujemy decyzję. Wylot we wtorek o 7 rano z Warszawy. O 14 mamy już bilety, o 20 ruszamy spakowani z Kielc, o 5 rano docieramy na lotnisko, o 7:05 startujemy by o 12 czasu lokalnego być na miejscu. Na dwa tygodnie. Na dziko, bez planu, bez oczekiwań, jadnak z ogromną dawką pozytywnej energii, chętni naładować akumulatory po tej ciut za długiej zimie, która nam tak dała w kość.

 

Dzieciaki są zachwycone. Obiecujemy Wam, że Playa de Papagayo, Famara czy Puerto del Carmen, to idealne miejsca na wypoczynek z dziećmi. Piękne piaszczyste plaże, ciepło…ale nie za ciepło. Słonecznie. Doskwiera odrobinę brak cienia (chociaż jak się szuka to się udaje. Na jednej z plaż znaleźliśmy jedyną palmę w okolicy. Spędziliśmy pod nią dwa dni i dwie noce).

Wyklarował nam się też plan. Dwa dni spędzamy na dziko, z prowiantem, baniakiem wody, gdzieś dalej od miasteczek. My plaża, ocean. Dwa w hotelu, przy basenach, z łazienką, internetem, cywilizacją.

Warto korzystać z życia! Mówimy to eksperymentując na własnej skórze 🙂

famara

family in lanzarote