Często chodzimy do lasu, właściwie mieszkamy w lesie – tak więc wystarczy otworzyć drzwi i już. Dzieciaki wybiegają  i tyle ich widać. Tak całymi dniami – a gdy przychodzi czas jedzenia lub spania przybijają, po kolei, do portu. Funkcjonujemy w ten sposób od ponad roku. Pozwalamy sobie na to z pełnym zaufaniem – to procentuje! Oh! Bardzo. Zahartowani, pełni energii i spragnieni polskich gór (przecież chwilę wcześniej wróciliśmy z Portugalii) wybraliśmy się w Bieszczady. 

Wybór miejsca nie był przypadkowy. Uwielbiamy tą część Polski i jak tylko mamy możliwość – na krócej lub dłużej odwiedzamy (ZimaWiosna). Bieszczady i Hel to takie moje miejsca mocy. Oczywiście miejsc mocy rozsianych po całym kraju jest mnóstwo, ale tutaj chyba wracam się najczęściej. Od małego chłopca, teraz będąc już tatą całkiem sporej gromadki. Drugim powodem był koncert którym otwieraliśmy festiwal Bieszczadoza. Otwieraliśmy, oznacza tyle, że wraz z zespołem Chmura Oorta zagrałem pierwsze dźwięki, na pierwszej edycji tego wydarzenia. Piekna historia, o tyle radosna, że w ogóle mogliśmy zagrać dla publiczności – w tym dziwnnym pandemicznym czasie. Ale ja przecież nie o tym…

Bardzo chciałem wybrać się w góry. Podskórnie czułem, że namówię kogoś na taki spacer . Namówiłem Leona. Tego sześciolatka do wysiłku fizycznego nakłaniać nigdy nie trzeba. Leon, dość hardo, wziął temat na barki, szczególnie, że razem z nami wybrali się ostatecznie Maks – najlepszy przyjaciel syna i Robert – przyjaciel taty i mamy.

Oczekiwań nie było. No bo jak oczekiwać czegokolwiek gdy jest to pierwszy spacer na wysokość powyżej 1000 m.n.p.m.. Pierwszy dla chłopaków. Każda chwila mogła być tą, która nas wstrzyma – zawróci do hotelu, do komfortu który daje leżenie na hamaku. do ciepłej zupy pomidorowej i innych dzieciaków. Oczywiście – wróciliśmy do domu piechotą (telefon był w pogotowiu, od wyjścia ze szlaku do miejsca docelowego były jeszcze dwa kilometry, auto gotowe do podwózki). Wszyscy zmęczeni i absolutnie szczęśliwi. Po drodze kąpiel w potoku, dojadanie resztek z plecaków i wiele wiele wspomnień. 

To był cudowny dzień, spędzony w cudownym towarzystwie i przestrzeni. Zobaczcie sami